DYNAUDIO
DM3/7

Gdyby koniecznie trzeba było decydować się na jednego jedynego duńskiego reprezentanta, pewnie byłoby to właśnie Dynaudio - niezależnie od oczekiwań co do dźwięku i wciąż dobrej renomy, to firma mająca najdłuższą historię i siłą inercji traktowana jako pewien wzorzec duńskiego stylu głośnikowego.

Nasza ocena
Wykonanie
Doskonałe, choć już od wielu lat bardzo dobrze znane przetworniki Dynaudio, w „ekonomicznej”, schludnej obudowie.
Laboratorium
Nietrudna, 4-omowa impedancja i umiarkowana czułość 86 dB. Na charakterystyce lekko wzmocnione niskie częstotliwości.
Brzmienie
Spójne, skoncentrowane, nasycone, ze szczególnie gęstym a przy tym dynamicznym basem; góra dokładna i wyrównana.
Możesz pobrać ten artykuł w formacie
Artykuł pochodzi z Audio

Takie przyzwyczajenia bywają mylące, bo brzmienia w obrębie poszczególnych firm nie są wcale stabilne, ewoluują w czasie, przypadkowo lub celowo różnią się między modelami, ale Dynaudio − trzeba to przyznać - trzyma stabilny kurs, wynikający w dużym stopniu z niewielkich zmian w obrębie samej techniki.

Spójrzmy bowiem na nasze Dynaudio DM 3/7 - taki widok znamy już przecież od ponad ćwierć wieku, zmieniają się w nim tylko detale. Podobna konfiguracja przetworników jest stosowana przez wielu producentów, ale tutaj mamy dalej idącą konsekwencję - same przetworniki są bliźniaczo podobne do tych, które Dynaudio opracowało jeszcze w latach osiemdziesiątych.

Z drugiej strony trzeba przyznać, że wciąż wyglądają one nowocześnie i poważnie - głównie za sprawą dużych, wypukłych centralnych części membran, których aż nie wypada rutynowo nazywać "nakładkami przeciwpyłowymi" - nic tu bowiem nie nałożono, cała membrana wyciskana jest z jednego kawałka firmowego materiału o nazwie MSP (polimer wzbogacany krzemem).

Na przejściu w centralną, wypukłą część membrany znajduje się łączenie z cewką - bardzo dużą, o średnicy 75 mm. Piszemy o tym po raz n-ty, tak jak Dynaudio, i po raz n-ty robi to dobre wrażenie...Zresztą dobrze ujmuje to jedno zdanie z firmowej prezentacji: "Wysokotonowy zawiera renomowaną innowację Dynaudio" (już nieważne jaką) - renomowaną, czyli dobrze znaną, utrwaloną, a więc nie nową...innowację - bo jednak Dynaudio wprowadziło w swoim czasie sporo ważnych, oryginalnych rozwiązań.

Renomowane innowacje

Wraz z serią DM, Dynaudio chce zaoferować taką właśnie, korzenną firmową technikę, "renomowane innowacje" bez poważnych kompromisów, za umiarkowaną cenę - a ponieważ wszystko jednak ma swoją cenę, więc kompromis będzie, choć naprawdę niewielki - obudowa Dynaudio DM 3/7 nie jest wykończona tak szlachetnie jak w wyższych seriach (a jakość obudów to też tradycyjny atut Dynaudio), okleiną nie naturalną, lecz sztuczną, ale jakość tego laminatu, zgodnie z obietnicami, jest bardzo wysoka, wielu użytkowników nie odróżniłoby go od naturalnego forniru; w teście mieliśmy wersję palisandrową, dostępna jest też czarna.

Sam front Dynaudio DM 3/7 polakierowano na kolor grafitowy, z metalicznym połyskiem. Do tego dyskretny cokolik, służący nie tyle do ustabilizowania kolumny - bo nie jest większy od jej podstawy, a nawet ciut mniejszy - ale do wizualnego "oderwania" jej od podłoża, oraz cienka (choć minimalnie grubsza niż w Dali) maskownica, i jest naprawdę ładnie. Bez luksusów, ze skandynawskim umiarem i w dobrym guście, a przede wszystkim w wyraźnym, oryginalnym firmowym stylu. Chociaż widzę to po raz n-ty, to zawsze mi się podoba - zwłaszcza "tłuste" przetworniki z dużymi centrami i szerokimi obrzeżami koszy.

Układ dwudrożny

Układ, który znowu wygląda na dwuipółdrożny, tym razem jest dwudrożny, bowiem w trochę uproszczony, ale dopuszczalny, i znany z innych konstrukcji Dynaudio, sposób obydwie 17-tki pracują jako niskośredniotonowe, tym samym pasmem, a częstotliwość podziału między nimi a wysokotonowym jest bardzo niska - 1800 Hz (według danych firmowych).

Obydwa głośniki pracują we wspólnej komorze bas-refleks, wentylowanej do tyłu długim (20-cm) tunelem, który zapewnia bardzo niską częstotliwość rezonansową (ok. 30 Hz); na wyposażeniu jest zatyczka, pozwalająca zmienić system w zamknięty (i obniżyć poziom basu). Dawniej Dynaudio więcej pisało o swoich zwrotnicach (wywodzących się z filtrów 1. rzędu), teraz z materiałów firmowych niczego na ten temat się nie dowiadujemy, poza wspomnianą już częstotliwością podziału.

Monitorowy raj

Same Dynaudio DM 3/7 nie wyglądają zaskakująco, za to cała seria DM - już tak, i dlatego trzeba poświęcić jej kilka zdań. Po pierwsze, DM 3/7 są w niej jedynym modelem wolnostojącym! Po drugie, towarzyszą mu aż cztery modele podstawkowe! Monitorowy raj! Ale czym się one różnią? Oczywiście wielkością nisko-średniotonowych, lecz w jaki sposób wystarczyło to do stworzenia tak licznej grupy?

Po kolei: w najmniejszych DM 2/6 mamy przetwornik 14-cm - czyli w sumie minimonitor; w DM 2/7 - najpopularniejszy 17-cm (taki jak w DM 3/7), a więc powstaje monitor "regularny"; w DM 2/8 - 20-cm, co jest już bardzo rzadko spotykane, ale to jeszcze nic, skoro jest też monitor DM 2/10 z 24-cm nisko-średniotonowym! Tym bardziej zaciekawi konstruktorów to, że wraz ze zwiększaniem średnicy głośnika nisko-średniotonowego, projektant tych konstrukcji nie obniżał konsekwentnie częstotliwości podziału - w dużych DM 2/8 i DM 2/10 wynosi ona odpowiednio 2300 Hz i 2200 Hz, ale w najmniejszych DM 2/6 jest najniższa - 1800 Hz.

Odsłuch

Na przestrzeni prawie dwudziestu lat ich testowania, odniosłem wrażenie, że Dynaudio powoli, metodą dwa kroki do przodu - jeden do tyłu, zmieniają brzmienie w stronę bardziej detalicznego, szybszego, świeższego (na górze pasma) i dynamiczniejszego (na basie), trochę kosztem wcześniejszej nadzwyczajnej spójności, której spoiwem było charyzmatyczne, bardzo plastyczne brzmienie średnicy.

Dynaudio DM 3/7 raczej nie kontynuuje tej ewolucji, lecz wraca do dawnych zasad i priorytetów. Oczywiście nie można wejść drugi raz do tej samej rzeki i Dynaudio DM 3/7 nie jest kopią jakiegoś wcześniejszego modelu. Dominuje spokojna, rzetelna równowaga tonalna, tym razem nie doświadczyłem specjalnej roli średnich tonów, które są naturalne i sprawnie obsługują całą gamę instrumentów akustycznych i głosów, lecz nie są zjawiskowe, nie generują szczególnego klimatu, nie czarują ciepłem i słodyczą, zarazem nie towarzyszy im wspaniały blask i analityczność - to już kwestia wysokich tonów, jedwabistych, selektywnych, bardzo czystych, ale powstrzymujących się przed ostatecznym zdefi niowaniem wszystkich detali i hojnym rozsypaniem ich przed nami.

Zdecydowane wyhamowanie wszelkich zapędów do wyostrzania będzie oczywiście dla wielu słuchaczy zaletą, sprawdza się przy dobrze zrealizowanych nagraniach, a przy słabszych...to zależy - jeżeli same były rozjaśnione, będzie dobrze, Dynaudio nie zareaguje nerwowo, a jeżeli brakowało góry pasma, to Dynaudio DM 3/7 niewiele pomogą - będzie jej brakować, brzmienie nie dostanie skrzydeł. To nie zarzut, tylko stwierdzenie wysokiej neutralności DM 3/7, tożsamej z wysoką klasą wedle tradycyjnej audiofi lskiej miary. I można stwierdzić, że Dynaudio są pod tym względem najbardziej zaawansowane nie tylko w grupie duńskiej, ale i w całym teście.

W recenzjach Dynaudio często powtarzają się też pochwały dla przestrzenności. Ta jest znowu normalna - wcale nie tak efektowna, jak w Dali, za to pozorne źródła mają mocniejsze fundamenty, stabilność i plastyczność. To też pochodna równowagi i spójności. Jest jeszcze coś innego, co zrobi większe wrażenie - bas. Niskie tony są nadzwyczaj zdrowe, szybkie i pełne, mają dobry rysunek i "tchnienie" najniższego basu.

Dynaudio DM 3/7 to nie jest ciepła klucha, jaką zdarzało się słyszeć, nie ma też twardości ani dudnienia. Jest płynnie, elegancko i z przekonującą siłą. Tym razem to wcale nie góra pasma, brzmiąca trochę nieśmiało, ani nawet nie średnica, która jest "w porządku", lecz właśnie aktywny bas wydawał mi się najbardziej atrakcyjnym zakresem całego pasma, dającym dynamikę i autorytet, chociaż nie mniejszą obiektywną wartość ma doskonałe zrównoważenie i spójność - czyli to, czego po Dynaudio oczekujemy. To dobrze, że firma trzyma się swojego stylu, i że potrafi go teraz zaoferować za tak umiarkowaną cenę.

Andrzej Kisiel

Parametry
DYNAUDIO DM3/7
Produkowany Tak
Moc wzmacniacza [W] 200
Wymiary [cm] 96 x 20,5 x 27,5
Typ obudowy br-t
Rodzaj głośników W
Efektywność [dB] 86
Impedancja (Ω) 4
Wymiary: wys./szer./gł., W przypadku urządzeń testowanych w AUDIO wartość mierzona.
Laboratorium
Dynaudio DM3/7

W reklamie Dynaudio pojawiło się z dziesięć lat temu hasło "Danes don`t lie" - Duńczycy nie kłamią - zapamiętałem je sobie i przy każdym teście sprawdzam. Nie wiem, czy bez wyjątku, ale zwykle jest dobrze. W przypadku DM 3/7 nawet bardzo dobrze.

Czytając, że impedancja znamionowa to 4 omy, mogę być niemal pewny, że tak jest w rzeczywistości, firma uniknęła bowiem największej pokusy - podania 8 omów w sytuacji 4-omowej. W dodatku minimum (przy 200 Hz) ma wartość dokładnie 4 omy, więc obciążenie jest relatywnie łatwe, dość podobne do Dali, w których minimum impedancji było tylko o 1 om wyższe (co jednak pozwoliło zakwalifikować je jako 6-omowe), z niewielką zmiennością w zakresie średnio-wysokotonowym.

Wyraźniejszą różnicę widać w czułości, Dynaudio można zaliczyć tylko 86 dB - a więc dokładnie taką wartość, jaką fi rma podaje w katalogu, słusznie precyzując, że ciśnienie takie powstaje w odległości 1 m, przy napięciu 2,83 V - a więc przy 2 W (efektywność przy 1 W byłaby o 3 dB niższa). DM 3/7 nie są więc obciążeniem impedancyjnie trudnym, lecz wymagają więcej mocy do osiągnięcia określonego poziomu głośności.

Charakterystyka przetwarzania pokazuje dwa zakresy, wyłamujące się z liniowości. Wyeksponowane (ale nie dramatycznie) niskie częstotliwości sięgają bardzo daleko, niskie strojenie bas-refl eksu w tym przypadku wywołało "kolano" przy 30 Hz, do którego zbocze jest dość łagodne, i punkt -6 dB (względem poziomu 86 dB) pojawia się właśnie w tych okolicach. Wyniki te dotyczą wariantu z działającym układem bas-refl eks, zamknięcie otworu spowodowałoby niechybnie obniżenie poziomu niskich częstotliwości. Na przełomie średnich i wysokich częstotliwości widać natomiast osłabienie - ale tylko pod kątem -7O; na osi głównej i powyżej jest dobrze, a w zakresie wysokich częstotliwości - wręcz doskonale, pod warunkiem, że bez maskownicy, która atakuje zakres 3-4 kHz wyraźnym "schodkiem".

DYNAUDIO testy
CTA408
COPLAND
CTA408
Wzmacniacze stereo

Nawet najsłynniejszym i największym firmom sukces nie jest dany raz na zawsze. Pojawiają się, trwają, a potem (nie)spodziewanie znikają. Historia Coplanda jest wyboista, usłana wzlotami i... W latach 80. Copland wyrósł na autorytet w dziedzinie wzmacniaczy, sławę przyniosły mu modele CTA401 oraz CTA501. W latach 90. rozbudowano ofertę, również o odtwarzacze CD. Dzisiaj jest ona ponownie skupiona na wzmacniaczach (jedyny wyjątek to przetwornik cyfrowo-analogowy DAC215); mamy do wyboru dzielony CTA305/CTA506 oraz zintegrowane CTA405 (dostępny w dwóch odmianach) i CTA408 - najnowszy w ofercie.

E-480
ACCUPHASE
E-480
Wzmacniacze stereo

Accuphase w zasadzie nie wywołuje wśród audiofilów kontrowersji. Wszyscy tę markę znają i szanują, chyba każdy chciałby mieć jakiegoś "Accu", ale na takie "szczęście" potrzeba więcej kasy. Firma zasłużyła sobie na taką reputację 40-letnią historią, konsekwentnie wysoką jakością dźwięku, będącą pochodną technicznej solidności, staranności i fachowości projektantów, co z perspektywy naszych testów widać też w pomiarach laboratoryjnych. Każdy może słyszeć "po swojemu", ale obiektywne parametry zaświadczają, że pochwały dla brzmienia nie są w tym przypadku ani trochę naciągane.

SV-200
VINCENT
SV-200
Wzmacniacze stereo

Wzmacniacze w formatach charakterystycznych dla kompletnych miniwież widzimy ostatnio coraz częściej. Vincent SV-200 wchodzi w ten nowoczesny nurt z rozwagą i elementami konserwatywnymi. Kompaktowa obudowa z jednej strony, z drugiej – klasyczny układ obudowany ostrożnie kilkoma dodatkami. Wyłania się z tego bardzo atrakcyjny produkt, bowiem SV-200 ma w zanadrzu jeszcze co najmniej jedną gorącą niespodziankę. Aby zachęcić i podkreślić audiofilskie ambicje, Vincent proponuje znany u siebie klimat – lampy, a dokładnie konstrukcję hybrydową. W każdym takim przypadku Vincent eksponuje lampy przysunięte do przedniej ścianki i widoczne przez okrągłe okno, a na dodatek dodatkowo podświetlone.

Live Sound & Installation wrzesień 2019

Live Sound & Installation

Magazyn techniki estradowej

Gitarzysta wrzesień 2019

Gitarzysta

Magazyn fanów gitary

Perkusista wrzesień 2019

Perkusista

Magazyn fanów perkusji

Estrada i Studio wrzesień 2019

Estrada i Studio

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Estrada i Studio Plus listopad 2016 - styczeń 2017

Estrada i Studio Plus

Magazyn muzyków i realizatorów dźwięku

Audio wrzesień 2019

Audio

Polski przedstawiciel European Imaging and Sound Association

Domowe Studio - Przewodnik 2016

Domowe Studio - Przewodnik

Najlepsza droga do nagrywania muzyki w domu